Ciekawie zaaranżowana gra opierająca sie na współpracy. Trzeba sie uwijać na małej przestrzeni, ale ta specyfika dodaje klimatu. Bawiliśmy sie dobrze. warto odwiedzić.
Jeszcze niedawno średnia tego pokoju była całkiem znośna, ale obecnie spadła tak, jak oczekiwania wobec życia po trzydziestce. Trochę ciężko nam uwierzyć, że jest to najgorzej oceniany ER w mieście, ale już zdążyliśmy się przekonać, że to najczęściej nic nie znaczy, poza krzywdą niewspółmierną do winy. Spokojnie jesteśmy w stanie wymienić kilka gorszych pokojów we Wrocławiu.
Klimat
Ten ER z całą pewnością nie wygląda jak przeniesiony z amerykańskiego miasteczka z lat 80. Wygląda tak, jakby w latach 80./90. dzieciak z USA chciał mieć pokój taki, jak bohaterowie tego znanego serialu, ale przyjechał do babci w Polsce i usłyszał od niej “mamy Stranger Things w domu”. To taka wariacja na temat fascynowania się amerykańską popkulturą w kontekście PRL-owskiej meblościanki. Nie jest to de facto zarzut, raczej opis. Mniej więcej tego można oczekiwać po pokoju robionym te około 8 lat temu, w stylu w jakim robiło się pokoje 8 lat temu.
Nawiązań do serialu jest sporo, choć wszystko jest przyprawione dozą umowności. Dziś w kwestii połączenia klimatu i fabuły z zagadkami oczekujemy dużo więcej. Szereg elementów wizualnych wymaga wymiany i rozumiem, że niektórych może to odstręczać. Moją ocenę podnoszą natomiast łamigłówki.
Zagadki
Niektóre zagadki bardzo pozytywnie nas zaskoczyły i oceniamy je wysoko. Jedna, z kategorii tych, które lubię najbardziej, posiada fantastyczny twist, dzięki któremu uśmiechnęliśmy się z uznaniem. Ogółem łamigłówki są logiczne, dość różnorodne i choć brakuje tu fajerwerków i jest to pokój klasyczny, to pod względem zagadek się broni. Nie ma tu nad wyrost abstrakcyjnych i przypadkowych powiązań. Mi kłódki nie przeszkadzają, a pokoje dla mnie nie muszą być naszpikowane elektroniką, zwłaszcza te starsze. Dużo ważniejsze jest to, żeby zagadki były najzwyczajniej w świecie dobre.
Plusy
+ Przyzwoity poziom łamigłówek za niewielką cenę
+ Gratka dla fanów Stranger Things, jest trochę easter eggów
+ Logiczne zagadki, do których ostatecznie nie mieliśmy pytań
Minusy
- Przydałby się spory lifting, ale będąc szczerym lepsza byłaby zmiana pokoju
- Jest to typowy pokój starszego typu, nie dorównujący obecnym w bardzo wielu aspektach, choćby takich jak powiązanie zagadek z fabułą, czy zakończenie
Podsumowanie
Oczywiście trzeba zachować relację między pokojami, jeśli chce się je opiniować rzetelnie, więc nie wystawię nie wiadomo jak wysokiej oceny, jednak całą masę piątek czy czwórek dla tego pokoju uznaję za nieco krzywdzącą. My bardzo dobrze bawiliśmy się w tym pokoju i nie zmienia tego nawet fakt, że uważam że pora na wymianę go na nowy. Lata mijają, a ze względu na wygląd i zużycie elementów puka tutaj remont (obecna średnia to odzwierciedla i na pewno nie przyciągnie tłumów). Niektóre zagadki są jednak tak dobre, że mogłyby spokojnie funkcjonować w premierowych escape roomach.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie jest to standardowy pokój, ale pokazuje jak na niewielkiej przestrzeni można zrobić coś niestandardowego i odbiegającego od norm. Bardzo ciekawy pomysł na ER, pozytywne zaskoczenie, ciekawe zagadki nie sprawiające problemu oraz niespodziewane zakończenie. Pokój ma już swoje lata, ale warto!
Świetny pokój z nietypowym początkiem! Od samego startu zostajemy wrzuceni w nietuzinkową sytuację, która wymaga pełnego skupienia i doskonałej współpracy. Bez dobrej komunikacji ani rusz – to klucz do sukcesu! Zagadki są ciekawe, dobrze przemyślane i trzymają klimat do samego końca. Emocje gwarantowane. Zdecydowanie warto!
Pokój całkiem przyjemny, oddany klimat szczególnie w 2 pomieszczeniu , część zagadek była nieintuicyjna i skomplikowana ale z pomocą i podpowiedzią udało nam się wyjść z pokoju. Ogólnie całkiem przyjemny pokój.
Spontaniczna wizyta w celi śmierci okazała się całkiem fajnym przeżyciem- na szczęście przeżyciem ;) W pokoju ważna jest współpraca, zagadki na różnym poziomie bardzo w porządku (jedynie jedna "instrukcja" dość myląca).
Bawiliśmy się dobrze. Śmiało polecam się zamknąć. Byliśmy we dwoje i to wystarczyło.
Wybraliśmy się we trójkę, pełni entuzjazmu, by zanurzyć się w fabułę i poczuć prawdziwą przygodę. Zamiast porywającej historii, dostaliśmy coś w rodzaju „fabuły dla zasady” – niby jest, ale szybko się ulatnia i nie prowadzi nas przez grę. Trochę jak trailer filmu, w którym najciekawsza część to sama zapowiedź. Ale żeby nie było aż tak gorzko – są też jasne punkty, choć przyćmione przez spore niedoróbki. Oto nasza opowieść o pokoju, który miał potencjał, ale trochę się pogubił w realizacji.
Scenografia – ciekawy motyw i niewykorzystany urok
Pokój nie jest zupełnie pozbawiony klimatu: motyw elektrycznego krzesła wygląda całkiem intrygująco, a parę elementów potrafi zaciekawić i zbudować nastrój. Niestety, na tym kończy się zachwyt. W wielu miejscach wieje nudą, minimalizmem i – co gorsza – zwykłym niedbalstwem. Walały się śmieci, brudne papierki, a część rekwizytów wyglądała, jakby dawno prosiła o emeryturę a po części z nich chciałby się umyć ręce. Z takiego połączenia trudno ulepić „wow”. Zamiast wciągającego świata gry, mamy raczej dekoracyjną fasadę, której rozbabrane zakamarki potrafią szybko wybić z klimatu.
Zagadki – ciekawie… dopóki coś nie przestaje działać
Z pozoru jest nieźle: kilka łamigłówek naprawdę da się polubić, bo mają w sobie odrobinę kreatywności. Gra wymaga od nas współpracy i początek gry na prawdę robi super wprowadzenie. Niestety, na każdym kroku napotkaliśmy na przeszkody, które nie były częścią gry, a raczej jej błędem:
1) Niewidoczny efekt – Rozwiązać coś i nie zauważyć, że w ogóle ruszyło… to dość niecodzienne. Tutaj tak się stało, bo jeden element skutecznie zasłaniał pojawiające się wskazówki.
2) Źle opracowana łamigłówka – Zamiast jednego, logicznego rozwiązania, można było dojść do kilku odpowiedzi, co wprowadzało sporo zamętu i marnowało czas
3) Odpadająca ściana – Dosłownie. W pewnym momencie, kiedy szukaliśmy ukrytego elementu, kawałek konstrukcji zaczął się po prostu odklejać. To nie tylko psuło klimat, ale też rodziło pytanie, czy nie uszkodzimy czegoś bardziej.
Krótko mówiąc, pod względem zagadek sam pomysł bywa niezły, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Trochę tak, jakby pokój wręcz prosił się o solidny przegląd i naprawy.
Mistrz Gry – czy ktoś wie, co tu się dzieje?
W teorii Mistrz Gry to ktoś, kto czuwa nad całością i w razie potrzeby wyciąga pomocną dłoń z podpowiedzią. W praktyce mieliśmy wrażenie, że prowadzący sam potrzebuje pomocy w ogarnięciu, co się aktualnie dzieje w pokoju. Kiedy poprosiliśmy o wskazówkę, pierwsze pytanie brzmiało: „A na jakim etapie w ogóle jesteście?”. Trudno tu mówić o profesjonalnym wsparciu i zaangażowaniu – raczej zwykłe „odpalam Wam nagranie i bawcie się dobrze”.
Niefajnym akcentem był też telefon po grze z pytaniem, gdzie zostawiliśmy klucz. Rozumiem, że można czegoś szukać, ale w tle leciały niecenzuralne bluzgi drugiego pracownika – wrażenie profesjonalizmu spada do zera. (klucz położyliśmy w widocznym miejscu i po telefonie dokładnie określiliśmy jego miejsce).
Ogólnie sam pracownik na miejscu był bardzo miły i sympatyczny ale określiłbym go jako "pracownik obsługujący pokój" niż "Mistrz gry".
BHP – kable i drabina grozy
Wreszcie najważniejsza kwestia: bezpieczeństwo.
Nie chcę brzmieć jak przewrażliwiony gracz, ale przy wejściu po chybotliwej drabinie z zasłoniętymi oczami naprawdę można nabawić się kontuzji i zaliczyć bolesny upadek. Jeśli dodamy do tego zdezelowane kable, które mamy połączyć z prądowymi elementami zagadek to dość szybko przychodzi refleksja, że mogłoby być znacznie bezpieczniej. Niby trochę dreszczyku emocji jest w każdej przygodzie, ale raczej nie tego rodzaju wrażeń oczekujemy. Mam nadzieję, że została już dokręcona od naszej wizyty.
Podsumowanie – pomysł jest, wykonanie kuleje
Ten pokój to mieszanka fajnych, choć przykurzonych pomysłów i widocznych niedociągnięć. Nie jest tragicznie – można się pobawić, o ile przymknie się oko trochę niedociągnięć. Z przykrością muszę stwierdzić, że w porównaniu z innymi wrocławskimi markami pokój ten wypada blado – w stolicy Dolnego Śląska wyraźnie obowiązują wyższe standardy.
Trzymam kciuki, by ekipa wzięła sobie do serca uwagi i gruntownie odświeżyła pokój – bo pod powierzchnią wszystkich usterek kryje się na prawdę fajny potencjał! Na razie jednak trudno uznać tę przygodę za coś, co zostanie z nami na długo. No, chyba że w formie opowieści „jak mogłoby być fajnie, gdyby…”.
Pokój nawiązuje do znanego serialu, który ma trochę zagadek wkomponowanych i związanych z tym filmem. Całość dość ciekawie zaaranżowana, zagadki nie sprawiły nam większych problemów. Zadania różnorakie, także troche kłódek.
Obsługa na medal.
Pokój w porządku, wybraliśmy się do niego w zbyt dużej liczbie osób-4, przez co było w nim tłoczno. Pokój ciekawy, zagadki dosyć proste szybko przez nie przebrneliśmy. Pokój dedykowany dla osób początkujących. Obsługa bardzo miła.