Wystrój był ładny, dość bajkowy, wiele smaczków nawiązujących do Pocahontas. Niestety wiele elementów odpadało lub było dość zużyte. W pierwszej części pokoju było dość ciemno, a będąc w 3 osoby mieliśmy tylko 1 latarkę, co trochę przeszkadzało w eksploracji. Mówiąc o eksploracji dość często próbowaliśmy wymacać otoczenie i wtedy również wpadaliśmy na zużyte elementy dekoracji i wystające kable, co trochę psuło klimat. Na plus zakończenie, które było bardzo zaskakujące i oryginalne.
Niektóre zagadki dla nas nie były dość dobrze oznaczone i ich logika była trudna do odgadnięcia, przez co sporo razy prosiliśmy o podpowiedź. Zdarzało się, że coś znaleźliśmy, ale nie mieliśmy zbytnio pomysłu co z tym zrobić. Brakowało nam feedbacku po rozwiązaniu niektórych zagadek, zdarzało się, że przedmiot położyliśmy na właściwe miejsce i musieliśmy się rozglądać czy coś się wydarzyło.
Mistrz gry dobrze wprowadził w fabułę pokoju i wspierał podpowiedziami. W jednym momencie odnieśliśmy wrażenie, że mógł nie widzieć dokładnie co zrobiliśmy, bo dostaliśmy podpowiedź do przedmiotu, którego jeszcze nie posiadaliśmy. Duży plus za to, że mogliśmy rozwiązywać zagadki po przekroczeniu limitu czasowego, tym bardziej że niestety przyszliśmy trochę opóźnieni.
Pobyt w "Zakopani Żywcem" bym niezwykłym doświadczeniem. Mimo obaw o ciasną i duszną przestrzeń, okazało się, że nie to było problemem.
Na korzyść pokoju przemawiała z pewnością intrygujący koncept pogrzebania żywcem kilka metrów pod ziemią w oddzielnych skrzyniach. Zagadki, zróżnicowane i wymagające stałej współpracy obu osób, dodawały dynamiki. Spora przestrzeń w skrzyniach oraz stały przepływ powietrza eliminowały obawy o klaustrofobiczne doznania.
Niestety, całość pozytywnego doświadczenia zakłócało kilka niedociągnięć. Problemy z latarką i elektroniką w jednej z zagadek zepsuły płynność rozgrywki. Prawdopodobny brak kamer w skrzyniach uniemożliwiał śledzenie naszych postępów, a w konsekwencji brak reakcji mistrza gry na pominięcie kluczowego elementu w zagadce, co wprowadziło pewien chaos. Dodatkowo, brak spójności między historią skrzyń a wystrojem pokoju po wyjściu z nich pozostawił pewien niedosyt.
Mimo tych mankamentów, "Zakopani Żywcem" to nadal interesujące doświadczenie dla miłośników escape roomów, choć pewne usprawnienia byłyby mile widziane.
Pokój warto odwiedzić, my przeszliśmy go we dwójkę, więc był w lekko uproszczonej wersji, przy większej ekipie są jeszcze dodatkowe zadania. Kilka razy musieliśmy prosić o podpowiedź (ale ro raczej wynikało z naszego nieogarnięcia i z tego, że wracamy do escape roomów po kilkuletniej przerwie:D)
Zadania ciekawe, kłodek tylko kilka czasu na nudę raczej nie będzie:)
Niestety po przeczytaniu opinii z lock.me spodziewaliśmy się czegoś więcej wybierając się do tego pokoju. Nasza grupa składała się z 3 osób (z doświadczeniem od 2 do 6 pokoi), więc dostaliśmy pełny zakres dostępnych zadań. Udało nam się z pokoju wyjść, ale jednak w jego sprawnym pokonaniu nie pomagały nam problemy techniczne, które napotkaliśmy.
Zacznijmy od plusów, bo jest ich niestety mniej niż minusów. Pokój jest jednym z większych, które odwiedziliśmy, a piętrowe wykorzystanie przestrzeni daje nam kilka początkowych zadań z ciekawym użyciem początkowego położenia graczy. Wystrój jest prosty, co zdecydowanie współgra z konceptem więzienia i skrzydła egzekucyjnego, jednak nie jest w stanie też bardzo zachwycić, a widać w nim już niestety upływ czasu od jego powstania. Wykorzystanie pasków kolorowych LEDów , alby pokierować naszą uwagą, do kolejnych zagadek było rozwiązaniem, które widzieliśmy po raz pierwszy i naturalnie prowadziło nas do kolejnych elementów pokoju.
Niestety część mechanizmów w pokoju nie zadziałała podczas naszej wizyty, co wprowadziło sporą dawkę chaosu podczas wykonywania zadań. Nasza grupa musiała kilkukrotnie kontaktować się z mistrzem gry szukając podpowiedzi, tylko po to by dowiedzieć się, że nasze rozwiązania są poprawne, ale mechanizm "nie zaskoczył" na czym straciliśmy dość sporo czasu. Jedno z urządzeń wymaga przytrzymania guzika resetującego przy wpisywaniu rozwiązania, a w innym zadaniu musieliśmy kilkukrotnie wkładać i wyciągać dobrze ułożone elementy, aby w końcu urządzenie zadziałało.
Najbardziej nasze nastawienie niestety zepsuła ostatnia zagadka, podczas której rozwiązywania kopnął mnie prąd. Nie było to wysokie napięcie, ale niesmak pozostał. Zadanie wymagało połączenia ze sobą dwóch odsłoniętych kabli przy pomocy samochodowych krokodylków, ale jeden z nich nie miał już gumowej osłonki na uchwycie.
Podsumowując, w czasach swojej świetności był to na pewno pokój warty odwiedzenia, jednak w obecnym stanie nie jestem w stanie go polecić, we Wrocławiu są pokoje w znacznie lepszym stanie technicznym i mam nadzieję, że Cela Śmierci do nich dołączy - po modernizacji :)
Pokój odwiedziliśmy we dwójkę. Już dawno się tak świetnie nie bawiłam. Zagadki logiczne i wymagające pogłówkowania. Ale najlepszy z tego wszystkiego był nasz mistrz gry. Ostatnie moje pokoje trafiałam bardziej na osoby które porostu są w pracy i odbebniaja swoją robotę. W końcu ktoś wrócił mi wiarę w prowadzących pokoje :D mega zaangażowanie. Mimo problemów technicznych umiejętnie udało mu się zatuszować i poprowadzić nas dalej bez wytrącania z fabuły. Na koniec pokoju mieliśmy jeszcze małe turne aby zadać ewentualne pytania. Napewno jeszcze wrócę do trapped :D
Pokój z motywem ucieczki oferował niezwykłą przygodę, którą podjęłyśmy będąc trio odważnych przyjaciółek. Rezerwację zrobiłyśmy impulsywnie, zaledwie kilka godzin przed wyzwaniem, nie spodziewając się niczego szczególnego. Opinie, które przeczytałyśmy, sugerowały, że zadania będą raczej proste, a nasze doświadczenie w rozwiązywaniu łamigłówek pozwoli nam na łatwe przebrnięcie przez pokój. Zaskoczyło nas, jak bardzo niektóre zagadki okazały się skomplikowane!
Zagadki wymagały od nas nie tylko logicznego myślenia, ale i intensywnego pobudzenia szarych komórek do pracy. Szczególnie interesującym aspektem była nasza początkowa separacja, co dodało dodatkowego smaku do całego doświadczenia. Spotkałyśmy się z mechanizmami zagadek, które były dla nas nowością, co było przyjemnym zaskoczeniem i wprowadziło powiew świeżości do naszej przygody.
Pokój, który miał być jedynie okazją do spędzenia wolnego czasu, stał się wyzwaniem, które analizowałyśmy przez resztę dnia. Mistrz gry utrzymywał nas w ciągłym napięciu, a podpowiedzi były tak skonstruowane, że nawet prosząc o wskazówki, musiałyśmy dać z siebie wszystko, aby znaleźć rozwiązanie.
To doświadczenie stało się niezapomnianą przygodą, która na długo zostanie w naszej pamięci. Wydostanie się z pułapki zbudowanej na fałszywych oskarżeniach i planowanie spektakularnej ucieczki dodało nam adrenalinę i poczucie prawdziwej przygody. Nasza współpraca w obliczu wyzwania była lekcją, która pokazała, jak ważne są zgranie i wspólne myślenie w zespole.
Pokój fantastycznie oddaje klimat dzikiego zachodu i jest super dopracowany pod względem dekoracji. Zagadki były zróżnicowane. Jedne były trudniejsze, a drugie łatwiejsze. Mimo niewielkiej powierzchni ER był dobrze zorganizowany i pewnymi momentami bardzo zaskakujący. Jak bardzo polecamy wybrać się na wycieczkę do Zabrza i odwiedzić to miejsce.
Należy się przygotować na to co jest w opisie, spędzimy sporo czasu w skrzyniach - jak ktoś ma klaustrofobie albo problemy z oddychaniem - w skrzynie jest duszno i gorąco - odradzam. Zagadki logiczne, raczej z gatunku średnio-trudnych/łatwych, aczkolwiek kluczowa będzie komunikacja. Nie zdziwcie się, jeżeli coś nie zadziała tak jak myślicie, że powinno bądź zagadka będzie nieczytelna, zniszczona upływem czasu. Zapewne usłyszycie "poprzednia grupa pewnie to zepsuła". W skrzyniach są kamery, aczkolwiek z kontaktu z mistrzem gry wynikało jakby nie miał żadnego podglądu na to co robimy i w którym momencie jesteśmy. Z tego powodu do samego kontaktu z mistrzem gry też jest sporo zastrzeżeń.
Podsumowując: pokój z pomysłem, zupełnie inny niż większość dostępnych, polecam ludziom chcącym sprawdzić poziom swojej komunikacji (i tym, które nie boją się leżeć przez godzinę)